Do trzech razy sztuka. Jeśli dwie pierwsze części „Transformerów” były wielkimi hollywoodzkimi fajerwerkami, to trójka jest jak całodobowy pokaz noworocznych ogni. Świat się wali, iskry sypią się aż miło.
Bay od dawna zapowiadał, że „Transformers 3″ będą ostatnią odsłoną przygód wielkich robotów z kosmosu w jego wykonaniu. Nakręcił więc ten film tak, jak Hollywood zwykło kręcić wszystkie zakończenia popularnych serii: rozdął widowisko do niewyobrażalnych rozmiarów, w slow motion pożegnał ze światem niektórych bohaterów i zagroził Ziemi w sposób, jaki do tej pory nie była zagrożona. O dziwo, obyło się bez napuszonych gadek o tradycyjnych amerykańskich wartościach. Umorusana i postrzępiona flaga USA pojawia się na chwilę tylko raz, w finale.
Prócz urywających tylną część ciała efektów specjalnych (nihil novi, jeśli idzie o tę trylogię), „T3″ ma widzom do zaoferowania dwie nowe Wunderwaffe: trzy wymiary oraz zastępczą żeńską bohaterkę graną przez Rosie Huntington-Whiteley. Co się tyczy tych pierwszych, momenty, kiedy zaobserwowałem je na seansie, można by policzyć na palcach jednej ręki. Zdecydowanie większą siłę rażenia ma brytyjska modelka wcielająca się w postać nowej dziewczyny Sama Witwicky’ego (LaBeouf). Gdy pierwszy raz pojawia się na ekranie, można odnieść wrażenie, że ogląda się reklamę bielizny Victoria Secret, a nie film science-fiction. Szczęściarz z tego Sama. Chłopak nie jest ani bogaty, ani superinteligentny, ani nawet szczególnie dowcipny, a regularnie trafiają mu się piękności z żurnala. Jeśli znana z dwóch pierwszych części Megan Fox była apetyczną królową rodea z sąsiedztwa, to Huntington-Whiteley przypomina luksusową call-girl. Mówi z seksownym wyspiarskim akcentem i ubiera się w obcisłe, krótkie sukienki. Można ją zabrać na spotkanie w dobrym towarzystwie bez obawy, że popełni faux pas. Dziewczyna nie ma za wiele do grania, toteż wypada na ekranie całkiem przekonująco.
Tak jak w poprzednich odcinkach „prawdziwi” aktorzy pojawiają się wyłącznie na drugim planie. Nadekspresyjny John Malkovich, zołzowata Frances McDormand i wyluzowany John Turturro za tłuściutkie honoraria dodają filmowi klasy i uszlachetniają siermiężne zazwyczaj poczucie humoru. Nie trzeba chyba dodawać, że kradną każdą scenę, w której występują.
Gwiazdami filmu pozostają tytułowe maszynki z odległej planety Cybertron. Ich świeżo wypolerowana karoseria lśni pełnym blaskiem, gdy ruszają do boju, niszcząc przy okazji kolejne metropolie. Bumblebee znów czaruje słodkimi oczętami i celnym okiem, nowy zawodnik w drużynie Decepticonów, Shockwave, demoluje za pomocą macek miejski krajobraz, a Megatron knuje szczwane intrygi. Tytuł największego „badassa” bezsprzecznie należy się jednak Optimusowi Prime’owi. Niejeden fan uroni łezkę, gdy uzbrojony w miecz i działo dowódca Autobotów zacznie przetrzebiać szeregi konkurencji przy dźwiękach podniosłej muzyki Steve’a Jablonsky’ego.
Fabuła tradycyjnie naszpikowana jest milionem dziur i absurdów, jakby scenariusz potraktowano na planie serią z karabinu maszynowego. Wszyscy jednak dobrze wiemy, że nie o spójną i logiczną historię w „Transformerach” chodzi.
Podobne filmy:
- Transformers (2007) Lektor PL
Dziewięć milionów lat p.n.e. na planecie Cybertron wybuchła wojna pomiędzy dwoma gatunkami inteligentnych robotów – szlachetnymi Autobotami i bezwzględnymi Deceptikonami. Ich walka toczy się do dziś, także na Ziemi. O...
- Conan 3D (2011)
Pisząc o „Conanie Barbarzyńcy”, nie można nie wspomnieć o odtwórcy tytułowej roli, zwłaszcza że przed premierą angaż Jasona Momoi był przez wielu przyjęty ze zgrozą. Jęki zawodu wywoływał fakt, …...
- Sanctum (2011)
„Sanctum” to film z tezą. Jego producent – James Cameron – od początku nie krył powodów powstania dzieła. Miało ono pokazać, że trójwymiarowe kino można wykorzystywać nie tylko w widowiskach...
- Piekielna zemsta (2011)
W jednej ze scen „Piekielnej zemsty” Nicolas Cage w tym samym czasie uprawia seks, pije whisky, pali cygaro i kładzie trupem pół tuzina uzbrojonych satanistów. W przedstawionej sytuacji jak w...
- Jestem numerem cztery (2011)
„Jestem numerem cztery” od początku do końca pomyślany został jako produkt, który trzeba sprzedać. Marketingowa maszyneria przemieliła obecne mody i wyszło, że: a) młodzi widzowie oglądają filmy realizowane na podstawie...
Żródło: filmweb.pl










ZDECYDOWANIE NAJLEPSZA CZĘŚĆ!!!^^
jakość ujdzie ch*j ze nie ma lektora mozna sie domyślić w niektórych kwestiach i wg jest git ale k*rwa ten film powinien zakonczyc sie pierwszej część no ewidentnie w drugiej trójka to porażka . . . . jak bedzie czwórka to optimus bedzie zyj długo i szczęśliwie i okaze sie ze ma brata blizniaka rok starszego . . .
@Manek. Jak nie potrafisz czytać to twoja sprawa. Cam Eng, wiesz co to znaczy? Że film jest kręcony telefonem bądź jakąs mała kamerką w kinie, przez co nie jest w dobrej... bardzo dobrej jakości. A że Eng, to znaczy że w wersji angielskiej, czyli oryginalnej. Pisze gdzieś że jest lektor? Bądź napisy?
Naucz się czytać zanim zaczniesz krytykować.
Wszystko potrafia spier**** nie dość że bez lektora, w słabej jakości to jeszcze głos się spuznia masakara!!!!!!
Zdecydowanie najsłabsza część ze wszystkich. Transformersy skończyły się na jedynce i niepowinni już dalej tego ciągnąć.