Zack Snyder wyrobił już sobie markę na rynku filmowym. Jednak do tej pory próbował swych sił, przerabiając cudze pomysły. „Sucker Punch” to jego pierwszy oryginalny projekt. Oczekiwania były duże, zawód jest niestety jeszcze większy.
Snyder okazał się znakomitym barometrem trendów filmowych. „Sucker Punch” wpisuje się w modny ostatnio nurt kina zacierającego granice pomiędzy rzeczywistością a fikcją. „Wyspa tajemnic”, a w szczególności „Incepcja” wysoko ustawiły poprzeczkę. Snyder postanowił przeskoczyć konkurencję i pójść na całość. Jego wizji nie można odmówić rozmachu i pomysłowości. Piętrowa konstrukcja rzeczywistości, bajkowe przestrzenie i bohaterowie oraz liczne numery muzyczne szykują zmasowany atak na zmysły widzów. Tyle tylko, że nic poza wielkim bum z tego nie wynika. Natłok impulsów audiowizualnych może wywołać zmęczenie i ból głowy.
Kiedy odrzucimy wizualną otoczkę, odkryjemy, że cesarz jest nagi i do tego straszliwie cherlawy. „Sucker Punch” cierpi na brak fabuły i bohaterów. Lobotomia, którą straszą jedną z postaci, po pół godziny wydaje się wielce kuszącą alternatywą. Wszystko jest lepsze od niekończącej się fiesty slow-motion. Snyder udowadnia, że byłby świetnym autorem wideoklipów. I jako retrospektywa teledysków „Sucker Punch” funkcjonuje nawet nieźle. Ale przecież nie tym miało być.
Najgorsze jest to, że Snyder nie rozwija się jako artysta. W „Sucker Punch” zobaczymy wszystkie sztuczki, które reżyser zastosował z powodzeniem w poprzednich filmach. Chwilami ma się wrażenie, że ogląda się jakąś dziwną wersję „300″ czy „Watchmenów. Strażników”. Dobrze jest mieć swój charakterystyczny styl. Jeszcze lepiej jest umieć go rozwijać. Snyder, który pozytywnie mnie zaskoczył znakomitą, przez wielu niedocenioną, animacją „Legendy Sowiego Królestwa: Strażnicy Ga’Hoole”, tym razem pokazał się z jak najgorszej strony.
Mimo to „Sucker Punch” ma kilka zalet. Sekwencja początkowa do „Sweet Dreams” robi piorunujące wrażenie. To najlepsza część całego filmu. Zainteresował mnie też eklektyczny zestaw muzyczny. Soundtrack godny jest lepszego dzieła filmowego. Spodobał mi się również Oscar Isaac w rozkosznie efekciarskiej roli czarnego charakteru. To zdecydowanie najsilniejszy punkt obsady. Niestety Snyder nie dał się wykazać aktorkom, które obsadził w rolach postaci rodem z erotycznych snów i zagrzebał pod górą komputerowych efektów specjalnych. Szkoda, bo kobieca odmiana kina testosteronowego była pomysłem wartym realizacji.
Podobne filmy:
- Kung Fu Panda 2 (2011)
Kolejne przygody uwielbianego przez wszystkich Pandy Po; tym razem w technice 3D. Po żyje teraz jako Smoczy Wojownik chroniąc Dolinę Spokoju razem z mistrzami – Tygrysicą, Żurawiem, Żmiją, Modliszką i...
- X-Men: Pierwsza klasa (2011)
Kluczem do sukcesu „X-Men: Pierwszej klasy” jest oparcie fabuły na rozbudowanych, wiarygodnych postaciach. Efekty specjalne, których jest dość sporo, pełnią rolę służebną. Wyjątkiem jest scena finałowa rozgrywająca się u wybrzeży...
- Red Faction: Geneza napisy (2011)
Jest rok 2125. Minęło już dwadzieścia pięć lat od kiedy Alec Mason poprowadził Kolonie Marsjańskie do wolności. Jake Mason, jako strażnik z Red Faction dba o utrzymanie wywalczonej przez ojca...
- Weekend (2011)
„Weekend” to pierwszy film wyreżyserowany przez Cezarego Pazurę. Odnosząc się do jego kreacji filmowych w chociażby takich tytułach, jak: „Killer” i „Psy”, możemy spodziewać się pierwszorzędnego dowcipu, zwartej akcji i...
- Conan 3D (2011)
Pisząc o „Conanie Barbarzyńcy”, nie można nie wspomnieć o odtwórcy tytułowej roli, zwłaszcza że przed premierą angaż Jasona Momoi był przez wielu przyjęty ze zgrozą. Jęki zawodu wywoływał fakt, …...
Żródło: filmweb.pl










Obejrzałeś/aś film? Podziel się swoją opinią.